Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasilenie objawów miastenii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasilenie objawów miastenii. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Leki w miastenii a słońce.

       Proszę co mi się porobiło! Rumień? Pokrzywka? Wygląda jak poparzenie skóry. Nie jest bolesne ale czerwone, gorące i jakby lekko opuchnięte. Takie coś pojawiło mi się wczoraj na odsłoniętych częściach ciała, czyli od kolan w dół, na dekolcie i lekko na dłoniach. Wygląda paskudnie. Co ciekawe na twarzy nie, z czego akurat jestem zadowolona. Coś takiego mam pierwszy raz w życiu dlatego jestem mocno zdziwiona i zaniepokojona.
       To, że w miastenii nie wolno się opalać, przebywać długo na otwartym słońcu, wiem od trzech lat, od czasu postawienia diagnozy - miastenia. Ponieważ wiedzę o swojej chorobie czerpałam przede wszystkim z internetu i starego forum miasteników, to właśnie tam dowiedziałam się co nam wolno a co nie. Niestety na neurologów w tym wypadku nie mogłam liczyć. Jeżeli coś mówili to były to tylko jakieś połowiczne stwierdzenia. Ale to było trzy lata temu, teraz wiedza lekarzy jest szersza, bardziej rozległa, jest też więcej chorych na miastenię. Co może dziwić, najwięcej wiedzy o miastenii uzyskałam od ginekologa i jednej, świetnej pani neurolog. Obydwoje ostrzegali przed opalaniem się. Tylko, że ja nigdy z tym nie miałam problemu. Akurat ten zakaz mnie nie zmartwił. Nigdy nie lubiłam leżeć plackiem i opalać się, jeżeli już to w ruchu, na spacerze, gdy jeszcze owiewał lekki, ciepły wiatr. Po drugie po prostu nie mogę się opalać, gdyż od razu na twarzy wyskakują mi brązowe plamy czyli ostuda - pamiątka po ciążach i tabletkach antykoncepcyjnych. Po trzecie od dawna stosuję kremy z bardzo wysokim filtrem. Tak więc w moim przypadku określenie "opalam się" jest zbyt wygórowane. To po prostu spacer w słoneczny, ciepły dzień, huśtanie się na huśtawce czy na hamaku (mam pod jabłonią, raczej w cieniu), siedzenie na ławce w pergoli, spacer nad brzegiem morza. Ale czasem trzeba się przejść między rabatami, powyrywać chwasty w ogrodzie - wtedy jestem na pełnym słońcu. Jeżeli oczywiście to słońce jest, przecież u nas ostatnio to na palcach można policzyć ilość gorących dni. Zresztą wychodząc na dwór nakładam na siebie grubą warstwę kremu z filtrem i kapelusz na głowę. Nawet wczoraj, gdy pogoda w ogóle nie służyła opalaniu się, jedynie co siedzeniu na dworze w swetrze.
       Plamy na skórze wystąpiły u mnie po południu, po jakiś dwóch godzinach od czasu przebywania na dworze. A na podwórku w swetrze i tunice do kolan, siedziałam w odsłoniętym miejscu na ławeczce i rozmawiałam przez telefon z mamą (2 godziny). Specjalnie usiadłam w tym miejscu bo po prostu chłodno było, mimo, że co jakiś czas pojawiało się słońce. Także nie byłam jakoś ustawiona na bezpośrednie działanie gorących promieni słonecznych (zresztą do gorąca to było daleko...). Właśnie dlatego zdziwiłam się później tymi czerwonymi plamami, tym gorącym rumieniem. Wyglądało jak poparzenie słoneczne a słońca prawie nie było. Już pomyślałam, że dziwne mamy słońce w tym roku, jakieś "chore"skoro zostawia takie ślady na skórze.
       Widząc te rumienie, pokazując je rodzinie, wspólnie doszliśmy do wniosku, że taka reakcja na słońce wystąpiła u mnie przez stosowane obecnie leki na miastenię. Nie ma innej przyczyny, nie widzimy jej. Przecież od dawna wiadomo, że przyjmowanie niektórych leków nie służy przebywaniu na słońcu, raczej trzeba się go wtedy wystrzegać, chronić skórę, używać dobrych kremów.Tylko przez które leki u mnie? Nie przez Mestinon, biorę go w dużych ilościach od trzech lat, przeszłam już przez gorące lato w zeszłym roku i nic (owszem, uciążliwe, nasilone objawy miastenii od wysokiej temperatury były ale to wszystko.) Nigdy żadnej negatywnej wymienionej wyżej reakcji na słońce. Nie przez Encorton, bo to ta sama sytuacja co z Mestinonem, w zeszłym roku jak i dwa lata też go brałam i nic. Czyli Imuran, w końcu bardzo silny lek immunosupresyjny lub Ubretid, równie silny. Od razu złapałam za ulotkę jednego i drugiego leku a tam żadnej wzmianki na temat wystrzegania się słońca, opalania się, jakiś mogących wystąpić skutków ubocznych z tego powodu. Owszem mogą występować zmiany skórne z powodu przyjmowania tych leków ale chyba nie od słońca bo nic na ten temat nie piszą. Także troszkę zgłupiałam. Zrobiłam zdjęcie tych plam by pokazać je w poradni, dowiedzieć się od neurologa czy tego typu zmiany skórne mogą występować przy tych lekach. Zapobiegawczo wypiłam wapno. Nie zaszkodzi a czy pomoże? Nadmieniam, że nie mam żadnej alergii ani nie jestem na nic uczulona.
       Dzisiaj te moje czerwone plamy jakby leciutko zbladły, ale nie wychodzę w ogóle na dwór, zresztą coś nieciekawie się czuję, powieka już mi lata na dół, zmęczenie miasteniczne bierze górę.
       No cóż, wychodzi na to, że nie będę mogła przebywać na słońcu a jeżeli już, to mimo gorąca, upału (może będzie u nas w tym roku) ubierać się nie jak na lato. Tylko od stóp do głów zakrywać się. Głupie to jakieś. Aż się wyjść nie będzie chciało. Lato, gorąco, słońce a tu nic tylko w cieniu siedzieć lub w domu. Wprawdzie latem i tak miastenia daje się podwójnie we znaki i spędza się bardzo dużo czasu w domu, przeważnie leżąc i "umierając" ale jednak...Żal nie wyjść na słońce, nie ubrać się w krótkie spodnie czy założyć na siebie bluzeczkę na ramiączkach, czy sukienkę. Ubrać się po prostu lekko, przewiewnie, odsłonić trochę ciała, nabrać ładnego, ciepłego koloru skóry...
       Jeżeli to przez leki i przy tym słońce, mam takie brzydkie plamy na ciele, nie mogę przez nie korzystać z uroków lata, to czuję jakby jeszcze bardziej zaczęła ograniczać mnie miastenia. Miałby zostać mi tylko dom? I wychodzenie na dwór, do ogrodu wtedy gdy nie ma słońca?Tak nie może być, nie przyjmuję tego do wiadomości. Wkrótce będę u swojej pani neurolog, dowiem się coś może na ten temat. Wcześniej nie poruszało się tego tematu, gdyż nie było ku temu powodu. Znowu zbiera mi się cała kartka zapisanych pytań, wątpliwości związanych z chorobą, z moim leczeniem. Będzie o czym rozmawiać.
       Czy ktoś z Was też miał taką reakcję na skórze od przebywania na słońcu jednocześnie przyjmując silne leki immunosupresyjne? Jak sobie z tym radziliście?



poniedziałek, 7 lipca 2014

Uff, jak gorąco!!!

Jestem bez życia. Dopiero drugi dzień jak są upały - takie prawdziwe upały jakie powinny być w każde lato - a ja nie daję rady! Nie mam siły znosić tego gorąca. Mięśnie ledwo się ruszają, są tak słabe, że czuję jak mi obwisły, oczy zamykają się same bo powieka nie ma siły się podnieść, głowa opada bo mięśnie podtrzymujące są zbyt słabe, do tego wszystkie mięśnie są jakieś bolące i jakby mrówki w nich chodziły. Denerwujące uczucie, które nie pozwala spokojnie leżeć (nie mylę tego z zespołem niespokojnych nóg - dokładnie wiem co to jest). Nie mam siły chodzić, raczej powoli się snuję podtrzymując się ścian.Chyba cały czas bym spała - tak spędziłam prawie całą niedzielę - zamiast cieszyć się słońcem, jechać nad morze (pół godziny drogi) to ja leżę, śpię, rodzina chodzi koło mnie i przynosi mi zimne ochładzające okłady na czoło. Obok mnie stoi dzbanek zimnej kawy Inki (dobra na pokonanie zmęczenia w upalne dni) .Oni już dobrze wiedzą co ze mną się dzieje, gdy jest aż taki upał - oni też nie znoszą go dobrze ale tak naprawdę to porównania między nami nie ma. Najbliżsi owszem widzą co ze mną się dzieje, jak źle się czuję ale nie potrafią sobie wyobrazić tej niemocy, która ogarnia całe ciało, tego uczucia bezwładu mięśni i łez, które same ciekną nie wiadomo czemu. I duszności...I drżenie mięśni...I głowa boli przez to, że padnięta powieka a na oczy prawie nie widać...
Okropnie. Tym razem nic nie pomaga, trzeba po prostu to przetrzymać, przeleżeć, pobyć w domu, oddychać głęboko, mieć zaciemnione, otwarte na oścież okna - niech wlatuje do środka wiaterek, dużo pić a co jakiś czas ochładzać ciało. No i dobrze mieć w domu mały elektryczny wiatraczek.
Nie narzekam, musi być upał, musi być gorąco, po to mamy lato - niech wszyscy w miarę możliwości korzystają z tego słońca, cieszą się nim - ja jeszcze nie tak dawno korzystałam z tego ile się da i to ze świetnym samopoczuciem(było, minęło, ale mam co wspominać) To czas urlopów, wyjazdów, odpoczynku, relaksu - cieszmy się, że w końcu zawitało do nas lato. A nie narzekam, bo wiem , że tak wysokie temperatury nie trwają u nas długo - wytrzymam., nie ma innego wyjścia - tylko tak ciężko jest, tak trudno... To tylko ta miastenia taka dokuczliwa i tak bardzo daje się we znaki w taką pogodę. Ale o tym wiedzą wszyscy miastenicy. I musimy sobie z tym poradzić, odłożyć na bok wszystko co zaplanowaliśmy i odpoczywać.
Jutro ma być jeszcze goręcej (przynajmniej u nas) . Jak ja dam radę? Coś czuję, że trzeba sobie dobrze ułożyć poduszki bo zapowiada się dłuższe leżenie.
Ps. 30 stopni w cieniu u nas jeszcze w tym roku nie było!

 

czwartek, 12 czerwca 2014

Rozniesie mnie dzisiaj...

Rozniesie mnie dzisiaj albo ja rozniosę sielską atmosferę w domu. Od rana mnie nosi, trzęsie wewnętrznie, nerwy mam napięte do ostatnich granic - zaczynam czepiać się o bzdury, wygadywać głupoty - co potem doprowadza do nieprzyjemnych sytuacji. Nie mogę tego powstrzymać bo mnie "nosi", rozrywa wewnętrznie jakiś nieokreślony niepokój, trzęsie się we mnie każdy mięsień, ręce jak z waty - jak wykonuję jakiś ruch dłonią to jakby machał nią jak chorągiewką (słabe, mdlejące, takie puste w środku). Zlewają mnie poty, duszno mi jakoś a zarazem słabiutka jestem. Mięśnie jakieś zwiotczałe, słaba głowa to się tylko kiwa a w niej to chyba mózg mi zwiotczał. Niby taka słaba ale jakąś awanturkę to bym chyba zrobiła, tak mnie trzęsie i roznosi gdzieś od środka. Nie wiem, położyć się , schować pod kołdrę i niech wszyscy dadzą mi spokój albo raczej odwrotnie - to ja powinnam dać im dzisiaj spokój swoją osobą.
Dopiero pisałam o upałach i naszym samopoczuciu w ten gorący czas - ja czułam się w miarę dobrze ale dzisiaj nastąpiła zmiana pogody i niestety...Od rana mnie nosi , wiem, że ten dzień będzie dodatkowym dniem zmarnowanym, kolejnym, który będzie niewykorzystany. A życie ucieka, czas nie stoi w miejscu. Dzisiaj nie pomoże mi herbata, lody ani dobry film. Ale może wyjdę chociaż do ogrodu, porobię parę zdjęć. Może jakaś muzyczka na wyciszenie, jakieś dobre, pozytywne myśli, przytulenie - mimo, że jestem dzisiaj taka okropna...

      

wtorek, 10 czerwca 2014

Upały w miastenii.

"Przynajmniej słońce jest zawsze za darmo..." 

Ciekawe, czy macie swoje sposoby na upały? Jak sobie radzicie? Jak się wtedy czujecie? Czy zawsze tak jest, że upały są dla nas , chorych na miastenię - tak bardzo dokuczliwe?
Pisałam już wcześniej o zmiennej pogodzie i jej wpływie na naszą miastenię, ale upały to jednak coś innego.
Przychodzi lato, gorące dni i chcemy tego, lubujemy wygrzewać się w słońcu, nabierać pięknej opalenizny. Czekamy na to, tym bardziej, że tych naprawdę gorących dni nie ma dużo i przez to chcemy je wykorzystać ile się da. I w końcu przychodzi ciepło i co? Zamiast cieszyć się tym to my leżymy w łóżku?!
Osobiście uważam, że upały ciężej się znosi, są bardziej dokuczliwe, dające się we znaki - nawet ludziom zdrowym jest ciężko a co dopiero mają mówić chorzy (nie tylko na miastenię)? Oczywiście w mediach wiele się mówi na temat ochrony przed słońcem, zaleceń jakie powinniśmy przestrzegać - ale przeważnie mówi się o ludziach zdrowych, dzieciach i ludziach starszych wiekiem. A ja jestem ciekawa jakie sposoby na walkę z upałem mają np. chorzy na miastenię. Każdy z nas ma swoje, sprawdzone ale może warto podzielić się tym z innymi chorymi? A może nie poddajecie się słońcu i odważnie wystawiacie twarz na te ciepłe, radosne promienie? Mimo ryzyka, mimo, że wiecie, że za chwilę, za dzień czy dwa będziecie to odpokutowywać w łóżku? Bo przecież w życiu tylko słońce jest za darmo...
To nie jest tak, że każdy upalny dzień jest dla mnie nieznośny, ciężki, zmuszający do pobytu w domu, leżenia, zmagania się z własną słabością. Nie wiem od czego to zależy-ale wiele dni (mimo gorąca, upałów) mam dobrych, jasnych, ciepłych, przynoszących radość i świetne samopoczucie by nagle, któregoś dnia znienacka powalić mnie miała miastenia. Nagle daje o sobie znać i już koniec lata. Jest ciężko, to są trudne dni tym bardziej jak widzę za oknem cudowną pogodę, do opalania, do poleżenia na leżaku, czy na kocu na trawie. Nerwy mnie szarpią, gdy czuję się w te gorące dni tak podle, że tylko leżenie w łóżku i "zdychanie", zamiast siedzenia przed domem, czasem nawet leżenie na hamaku (w cieniu) odpada - nie daję rady. Nam nie wolno się opalać, przebywać na słońcu za długo, solarium całkowicie odpada, leżenie na leżaku w otwartym słońcu też nie! A tak by się chciało poopalać, nabrać pięknej opalenizny - tak dobrze i pięknie się wtedy czujemy, prawda?
Niestety, każdy neurolog czy lekarz rodzinny, ginekolog, dermatolog, każdy kto wie co nieco o miastenii powie - proszę nie przebywać na słońcu, nie opalać się, nie wystawiać na gorąco, nie brać gorącej kąpieli tylko lekko ciepły prysznic, bardzo dużo pić - oprócz wody gazowanej (tej nam nie wolno). Bo silniejsze promieniowanie, wyższe temperatury powodują zaostrzenie objawów choroby, jej nawrót, pogorszenie, problemy z oddechem. Od początku zdiagnozowania choroby, każdy lekarz mi to powtarzał. Czy bardzo się tym przejęłam? Na początku nie, nie wiedziałam, że tak może być- przecież ja zawsze świetnie znosiłam gorące dni. Później wyskoczyła zakrzepica żył głębokich i trzeba było się oszczędzać, następnie sterydy zrobiły swoje - okropne pocenie, opuchnięcie całego ciała, wszędzie na ciele jakiś meszek się pojawił, mrowienie, swędzenie, drżenie wszystkich mięśni i do tego upał - to było coś okropnego- wtedy rzeczywiście siedziałam dużo w domu. Lekarstwem na to była woda niegazowana niskosodowa i herbata z pokrzywy - przynosiło mi to ulgę. Potem chemia - ale przyjmowałam ją jesienią i zimą, troszkę wiosną a więc nie było gorąco tylko te skoki temperatur, zmienna pogoda. Teraz troszkę próbuję oszukiwać miastenię w takie gorące dni jak dziś - gruba warstwa kremu z filtrem, kapelusz na głowę, butelka wody niskosodowej w ręku i wychodzę na dwór. Nie zawsze mi się to udaje i miastenia się śmieje z mojego "chowania się". Mi, niestety nie jest do śmiechu powalona przez chorobę, mając świadomość, że teść, który ma ponad 80 lat opala się na słońcu i nic mu nie jest! Chciałabym mieć takie zdrowie i kondycję w tym wieku, chciałabym dożyć tylu lat.
Jaki jeszcze mam sposób na upał - oprócz oszukiwania choroby i samej siebie? Zimna herbata z jaśminu (oryginalna z Chin a nie podróba) i przeciwpotna herbatka z naszej polskiej szałwii. Woda niskosodowa, jogurt naturalny i lody (wiem, wiem, że nie możemy słodkiego). A gdy leżę- jeszcze jakiś dobry komediowy serial angielski .

21.07.2014
Ps. O upałach piszę też w poście z dnia 07. 07. 2014 "Uff, jak gorąco".

Zarówno przegrzanie jak i nadmierne ochłodzenie ciała powodują nadmierną męczliwość i osłabienie mięśni. Należy więc unikać gorących kąpieli, a w upalne i mroźne dni nie wychodzić z domu.
http://www.slpc.republika.pl/opis/porad.htm

Czynnikami wyzwalającymi wystąpienie pierwszych objawów choroby (a także powodującymi ponowny nawrót objawów lub zaostrzenie choroby) mogą być: infekcje wirusowe lub bakteryjne, przebywanie w bardzo gorącej temperaturze, czynniki hormonalne, leki powodujące zaburzenia transmisji nerwowo-mięśniowej (narkoza z użyciem kurary lub środków kuraropochodnych, penicylamina). Zmiana pogody i stresy emocjonalne mogą powodować nasilenie objawów miastenii. http://idn.org.pl/szczecin/tzchm-szczecin/strony/miastenia.htm



"Na szczęście słońce rozlewając światło nie pyta ludzi, czy sobie go życzą, bo rozdzieliliby się na stronnictwa, a niektóre z nich żądałyby, ażeby zgasło."
Autor: Aleksander Świętochowski

Turnus rehabilitacyjny

           Na miastenię sanatorium nie ma. Ani z ZUS ani z NFZ. Chociaż raz udało mi się jechać do sanatorium z NFZ właśnie na miastenię. Ni...