Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turnus rehabilitacyjny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turnus rehabilitacyjny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 maja 2024

Turnus rehabilitacyjny

           Na miastenię sanatorium nie ma. Ani z ZUS ani z NFZ. Chociaż raz udało mi się jechać do sanatorium z NFZ właśnie na miastenię. Nie wiem czy był to błąd lekarza decydującego o przyznaniu sanatorium (balneologa) ale w 2016 roku przyznano mi je - w Kamieniu Pomorskim. Pojechałam. To była jedna wielka pomyłka - przebywałam w nim półtora tygodnia - wypisano mnie z powodu pogorszenia stanu zdrowia ze skierowaniem do szpitala. W zeszłym roku byłam w sanatorium z NFZ ale to już inna historia i choroba - fibromialgia i astma.

          Turnus rehabilitacyjny a właściwie turnus rekreacyjno - usprawniający z dofinansowaniem PFRON w tym roku spędzę w Karpaczu. To mój piąty turnus od czasu przyznania mi renty chorobowej w 2013 roku (z powodu miastenii)  i stopnia niepełnosprawności: od 2014 roku do stycznia 2024 miałam przyznany znaczny stopień niepełnosprawności. Od lutego 2024 mam umiarkowany stopień, dlatego w tym roku na turnusie będę sama bez opieki. Grupę niepełnosprawności mam przyznaną przez powiatowy fundusz rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Nigdy nie ubiegałam się o przyznanie grupy przez ZUS. 

 Jak wspomniałam, do tej pory miałam przyznany znaczny stopień niepełnosprawności (po staremu " pierwsza grupa"). Teraz zmieniły się przepisy i po tylu latach mam grupę umiarkowaną (na stałe). Oczywiście mogłam odwoływać się od przyznanej decyzji (jeszcze wszystko przede mną) ale moja sytuacja rodzinna zmieniła się i wiedząc, że w tym roku nie mogłabym jechać na turnus z opiekunem zostałam przy przyznanej mi teraz grupie. W tym wypadku mogę dalej jezdzić na turnus ale już bez opiekuna. To nie znaczy, że sama tam dojadę i wrócę. Nie odważyłabym się a i rodzina nie pozwoliłaby na to. Zawozi mnie do Karpacza mój mąż i mnie odbiera.

Napisano już wiele na temat turnusów rehabilitacyjnych dla niepełnosprawnych, opisano szczegółowo procedury ich przyznawania dlatego nie będę tego opisywać. Z mojej strony mogę udzielić rady: wniosek o turnus należy złożyć już w pierwszych dniach stycznia danego roku. Składać każdego roku, zawsze jest szansa, że tym razem się uda. Kwota dofinansowania do turnusu zależy od posiadanej grupy niepełnosprawności i dochodów ale również od województwa w którym się mieszka. Pula przeznaczonych na ten cel pieniędzy nader często nie pozwala wielu osobom z niepełnosprawnością skorzystać z tego typu wypoczynku. Pierwszeństwo mają dzieci.

 Napisałam "wypoczynku" bo tak należy traktować ten turnus. Jako wypoczynek nad morzem czy w górach. Tam gdzie kto lubi. To już nie jest turnus rehabilitacyjny ( jak często się pisze) lecz turnus rekreacyjno usprawniający. To czas na odreagowanie, na zmianę środowiska, odskocznia od codzienności, poznanie nowych ludzi, czas dla siebie. Są oczywiście zabiegi - z reguły ośrodki zlecają  trzy razy dziennie. Problem z miastenią jest taki, że często słyszy się od lekarza - w miastenii rehabilitacji nie ma (ja tak miałam). Często sama podpowiadam lekarzowi jakie zabiegi ma mi przepisać ( bo jakieś musi)- są to wirówki rąk i nóg, inhalacje, masaż. Zawsze mówię o spacerach i odpoczynku. Dla  mnie zmiana klimatu i miejsca jest bardzo ważna. Nie jestem wymagająca co do warunków w ośrodku ale szukam ośrodków w ciekawych miejscach, na turnusie stawiam na relaks, oddychanie "pełną piersią", ukojenie nerwów, spokój, zachwyt otaczającymi mnie widokami. Lubię zwiedzać i poznawać nowe miejsca. Oczywiście w miarę własnych możliwości. Czułam się też pewniej będąc z opiekunem. Na pewno wszyscy zainteresowani wiedzą , że opiekun również dostaje dofinansowanie, należy go tylko ująć we wniosku.

           Zawsze warto ubiegać się turnus a kwota dofinansowania znacząco ułatwia podjęcie decyzji o wyjeżdzie i wybraniu ośrodka. Przyznaję, że bez tego dofinansowania byłoby mi ciężko gdzieś wyjechać, dla mnie jest to znacząca pomoc. Czekam na ten turnus. Dla osoby, której świat skurczył się w większości czasu do przebywania w domu taki wyjazd jest przygodą. Mam nadzieję, że miastenia i fibromialgia zapomną o mnie na te dwa tygodnie turnusu. 

piątek, 16 października 2015

Takiego turnusu nie miał nikt...


       Takiego turnusu rehabilitacyjnego chyba nie miał nikt. Myślę, że to co mnie spotkało nie jest jakąś normą lecz nieszczęśliwym błędem, spowodowanym czyjąś nieuwagą. Nie chciałabym posądzać organizatora turnusu o brak profesjonalizmu - firma sprawdzona, o dobrej opinii a jednak...ktoś coś zawalił, zaniedbał i nieszczęśliwe zamieszanie trafiło akurat na mnie. Mam pecha, przykro, bo miałam inne oczekiwania co do samego turnusu, pobytu tam, spędzania czasu. Miało być inaczej, wyszło jak wyszło. Pozostało jakieś rozgoryczenie i uprzedzenie co do organizatora turnusu ale mimo wszystkich początkowych nieprzyjemności dwa tygodnie na wyjeździe będę wspominać mile.
Chyba tylko dzięki wspaniałej pogodzie i moim własnym małym wymaganiom.
       Tak cieszyłam się, że w końcu wyjeżdżam na ten turnus. Dla mnie to miały być dwa tygodnie spędzone z dala od domu w nowym miejscu, w miłym towarzystwie, czas spędzany miedzy zabiegami na rozmowie, zabawie, spacerach nad morzem. Mój doświadczony już w tych sprawach mąż ( był już na turnusach) przejrzał moją garderobę zabraną na ten czas, kazał wyjąć parę zbędnych wg niego rzeczy - czyli ciepłych i wygodnych - i włożył mi ciuchy wyjściowe, takie na wieczorek, tańce, wyjście do kawiarni itp. Miałam się bawić. Fajnie, prawda? No cóż, nie przewidzieliśmy jednego - że turnusu nie będzie. Nie przygotowaliśmy się na to psychicznie. Ale do rzeczy...
       Droga do Krynicy Morskiej zajęła nam ponad cztery godziny jazdy samochodem. Gdy zajechaliśmy pod wyznaczony ośrodek wypoczynkowo - rehabilitacyjny, pierwszy wszedł mąż. Wziął moje skierowanie na turnus i poszedł szukać kierownictwa obiektu. Jakież było jego zdziwienie gdy wyszedł za chwilę mówiąc, że takiego turnusu w podanym terminie nie ma - tak powiedziały mu sprzątające obiekt panie - kierownika też nie ma. Ostatni turnus rehabilitacyjny w tym roku właśnie się skończył i to po nim sprzątają, ostatni goście wyjechali w niedzielę i ośrodek jest zamykany - mój turnus miał się zacząć w poniedziałek. Na razie będąc tylko lekko zdziwieni sprawdziliśmy jeszcze raz skierowanie - adres, termin turnusu, miejscowość. Wszystko się zgadzało, nie było żadnej naszej pomyłki, właśnie do tego obiektu na dany termin mnie skierowano. Jeszcze w piątek organizator zapewniał mnie, że wszystko jest w porządku i życzył udanego pobytu. A tu taka niespodzianka! O co chodzi? Jak to możliwe? Możecie sobie wyobrazić co w tym momencie mogliśmy czuć. Szok, zdziwienie, niedowierzanie i w końcu nasza wściekłość gdy nikt nie odbierał naszych  telefonów w siedzibie firmy organizatora. Co robić, co myśleć? Już w panice myślimy, że ktoś wystawił nas do wiatru a organizator turnusu nagle splajtował. W końcu jest! Oddzwonił, odezwał się i był tak samo zdziwiony jak my! Jak twierdził - ma potwierdzony przez ośrodek termin turnusu, sam nie wie o co chodzi. Powiem tyle, to nie była grzeczna rozmowa z naszej strony. Domagaliśmy się wyjaśnienia zaistniałej sytuacji, nie oczekiwaliśmy usprawiedliwień lecz zapewnienia mi w tym momencie nowego ośrodka z turnusem rehabilitacyjnym. Gdzieś te pieniądze z PFRON poszły, prawda? Na czyje konto? Myślę, że żadna firma organizująca tego typu turnusy nie chce podpaść takiej instytucji jak PFRON i mieć z tego powodu poważne problemy. A w tej sytuacji mogłaby mieć. Ja wracać nie zamierzałam. Przyjechałam kawał drogi do Krynicy i oczekiwałam w tym momencie nowych propozycji. Jednocześnie obawiałam się, że cała ta stresująca sytuacja (okropnie się zdenerwowałam) wpłynie negatywnie na mój stan zdrowia o czym oczywiście poinformowałam organizatora. Co mi zaproponowano w zamian? Przede wszystkim zapewniono mnie, że wszelkie koszty mojego pobytu wraz z opiekunem pokryje organizator, oczywiście plus zabiegi. Przedstawiono mi do wyboru cztery ośrodki, w tym dwa w innych miejscowościach: w Kołobrzegu i Ustroniu Morskim - fajnie, tylko gdzie Krynica Morska a gdzie Kołobrzeg czy Ustronie Morskie? Mam się taki kawał drogi wracać? Koszty paliwa to nie byle co. Odpada. Pozostały dwa ośrodki w Krynicy - jeden gdzie właśnie rozpoczynał się turnus ale pokój na trzecim piętrze bez windy. Odpada, nie dałabym rady wchodzić w te i z powrotem kilka razy dziennie po schodach, do tego wspólna łazienka z kimś obcym. Nie tak się umawialiśmy. Ja miałam na skierowaniu dokładnie napisane jakie mam zapewnione warunki (z zaznaczeniem, że pokój na parterze) i oczekiwałam realizacji tej umowy. Pozostał jeszcze jeden ośrodek, wprawdzie bez turnusu ale może mi się spodoba... Pojechaliśmy.
       Ośrodek położony 150 metrów od plaży, w lesie, cisza i spokój wokoło. Jak również w ośrodku, jak się później okazało. Kierownik obiektu wiedział już o co chodzi, przekazano mu, że ma spełnić wszystkie nasza wymagania i zapewnić zabiegi. Pokazał nam pokój typu studio - owszem, nawet ładny ale niestety bez internetu. Ja naprawdę nie jestem z tych wybrzydzających czy wymagających ale to już była przesada - przyjechałam kawał drogi, turnusu nie ma, w nowym ośrodku widzę, że pustawo, czyli zero jakiejkolwiek rozrywki, tylko las, plaża, cisza, szum morza i drzew a do tego żadnego kontaktu ze światem? Nie jestem jakoś uzależniona od internetu, tv prawie nie oglądam ale tak w ogóle zostać bez niczego? Tylko pokój i morze? Nie mogłam na to pozwolić. Jeżeli już mam tu pozostać to chociaż w najlepszych warunkach.W końcu zrezygnowałam  z tego co mi się należało i wiązało bezpośrednio z pobytem na turnusie, prawda? Wiedziałam już, że nie będzie to żaden turnus lecz raczej indywidualne wczasy ale byłam już skłonna pozostać w tym właśnie ośrodku. Podobało mi się. Bliskość do morza, cisza, spokój też ma swoje plusy. Pokazano mi inny pokój - najlepszy apartament w ośrodku z dostępem do internetu. Zdecydowałam się na pozostanie tam. Opiekunce też pasowało. Na następny dzień dostałyśmy skierowanie na zabiegi - 2 dziennie, wprawdzie w sanatorium oddalonym o 200 m ale takie jakie chciałyśmy ( ja miałam masaże). Dwa zabiegi dziennie to nie jest dużo - są turnusy z pięcioma zabiegami dziennie w tym basen - ale jak już kiedyś pisałam nie zależało mi na ilości zabiegów. Chodząc na zabiegi widziałam jak wygląda pobyt w sanatorium - ten tłum ludzi, gwar, hałas, zabieganie. Z czasem doceniłam to co mam. Ogólnie nie przeszkadza mi cisza, brak ludzi, brak kontaktów z innymi - jestem rodzajem samotnika i śmiało mogłabym spędzić dwa tygodnie sama w ośrodku ale jednak nie po to tu przyjechałam, tak? Szczególnie wieczorem, gdy wcześnie robiło się ciemno i nie było gdzie wyjść (wszędzie daleko, ciemno, środek lasu), nachodziła mnie czasem myśl, że mogłam jednak jechać np. do Ustronia Morskiego i spędzić tam normalny turnus. Wiecie ile osób było w ośrodku? Na mogących przyjąć 120 osób było w najgorętszym okresie czyli weekendzie - 8 osób! Potem już tylko cztery a w przedostatnim dniu tylko my dwie! Trochę dziwnie było... To była naprawdę cisza, spokój, odludzie, wokół szumiący las a w nocy nad nami przecudne pełne gwiazd niebo. Taki był mój wybór i nie żałuję. Przez dwa tygodnie miałam super piękną pogodę, słoneczną, prawie bezwietrzną. Dopiero ostatnie dni przyniosły ochłodzenie ale słonko było zawsze. To dzięki tej wspaniałej pogodzie mogłam spędzić tyle czasu nad morzem, na długich spacerach, podziwiając wspaniałą czystą, szeroką plażę, codziennie inne morze. Szukałam razem z przypadkowymi ludźmi bursztynów i zbierałam muszle. Lubię spacerować sama, usiąść na ciepłym piasku i wpatrywać się w morze. A te zachody słońca...Na stare lata jakaś sentymentalna się zrobiłam czy co? Uważam, że cudnie było nad morzem. Nie nudziłam się.
       Oprócz świetnej pogody służyło mi dobre samopoczucie, energia i siły. Sama byłam zdziwiona jak dobrze się czuję, jak mogę długo spacerować bez zmęczenia, ile we mnie energii. Służyło mi powietrze? Otoczenie? A może ten spokój i cisza... Skłaniam się raczej ku tezie, że jest to zasługa przyjmowanego teraz przez mnie leku - Endoxan dobrze mi służy. Możliwe, że wszystkie te elementy razem wzięte przyczyniły się do mojego zdrowia, humoru i ogólnego dobrego samopoczucia. Dopiero dwa ostanie dni przypomniały mi, że mam miastenię i czas wracać do domu.        Jedyne co mi dokuczało to przymus częstego oddawania moczu. Było to wielkie utrudnienie gdyż uniemożliwiało "wypuszczanie się " na dłuższy spacer czy oddalanie się od ośrodka. Często trzeba było szukać ratunku w krzakach. Przykry, dokuczliwy problem z którym od dłuższego już czasu nie mogę sobie poradzić. Jak na razie przepisywane tabletki nie pomagają.
       Karmiono nas bardzo dobrze. Do tego codziennie jogurty, serki lub pieczone na miejscu pyszne ciasto. Byłyśmy otoczone opieką kierownika obiektu, który dbał o nasz dobry wypoczynek. Dużym plusem okazał się tak wielki apartament - moja opiekunka cierpi na zespół niespokojnych nóg - miała gdzie chodzić gdy dopadała ją ta bardzo przykra dolegliwość (w małym pomieszczeniu męczyła by się). Sama Krynica Morska ze swoim pagórkowatym położeniem była dla nas często wyzwaniem - męczące było częste podchodzenie pod górę i w dół. Ogólnie jak zwykle o tej porze, jak w większości miejscowości nadmorskich, Krynica świeciła pustką - ożywała tylko w weekendy. Sklepów mało a ceny w nich... Ale mają prześliczną plażę, latarnię morską, ładne molo nad zatoką, dwa całoroczne sanatoria i bardzo dużo ośrodków wypoczynkowych. No i przepyszną szarlotkę na ciepło z bitą śmietaną oraz czekoladowe lody - pycha.
       Podsumowując  - jestem zadowolona z wypoczynku. Mam jednak poczucie, że coś mnie ominęło. Mam pecha - widać nie pisane mi poznanie życia turnusowgeo - nie udało się w Kamieniu Pomorskim, nie udało w Krynicy Morskiej. Może za rok będzie lepiej? Wybieram się z NFZ. Spędziłam darmowe, dwa tygodnie według własnego widzimisię w prawie komfortowych warunkach, jak na moje wymagania oczywiście. Wypoczęłam, odpoczęłam od codzienności, zrelaksowałam się, nawdychałam jodu. Było dobrze.
Co do zabiegów: miałam masaże, tak jak chciałam. Jedyne co mogę mieć, co nie powoduje nasilenia objawów miastenii.- ale czy pomaga? To już inna kwestia...

Uff, wyszedł mi długi post ale też było o czym pisać. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.




poniedziałek, 18 maja 2015

Gdzie na turnus rehabilitacyjny?

       Miastenia plus ponowne zapalenie pęcherza moczowego plus miesiączka. Do tego psujący się komputer a konkretnie monitor. Szlag może człowieka trafić. Źle się czuję, ledwo łażę, toaleta jest wciąż moja (przez to zapalenie) i jeszcze ten monitor! A muszę siedzieć na komputerze ponieważ szukam odpowiedniego dla mnie turnusu rehabilitacyjnego.
       Dostałam dofinansowanie PFRON do turnusu rehabilitacyjnego. Nawet  w satysfakcjonującej mnie kwocie prawie 1200 zł, opiekun 790 zł. W tym roku dofinansowanie ( u nas) dostały tylko osoby z orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności. Niestety, decyzja o dofinansowaniu przyszła zbyt późno, bym mogła skorzystać z wybranej już wcześniej oferty - miał to być Lądek Zdrój pod koniec kwietnia. Ponieważ miesiące letnie odpadają ze względu na sytuację rodzinną, rodzinne wydarzenia przewidziane w tym okresie, następnie odpada wrzesień ze względu na komisję rentową - najbliższy teraz termin turnusu to koniec września, początek października. Wydaje się, że to żaden problem znaleźć odpowiedni turnus rehabilitacyjny. Jak się okazuje w praktyce wcale nie jest tak łatwo. A przecież jakiś wyszukanych wymagań nie mam.
       Oczywiście cena - zbliżona do przyznanego mi dofinansowania - mam też na uwadze opiekuna, żeby nie musiał zbyt dużo dopłacać.Co mnie zdziwiło: turnusy nad morzem są droższe od turnusów w górach, obojętnie o jakiej porze - jak na razie nie wiem czym to tłumaczyć. Ja przede wszystkim na turnus bardzo chciałam jechać w góry i to tam przede wszystkim szukałam ofert. Pokój dwuosobowy z łazienką - wystarczy (tylko do pierwszego piętra ze względu na schody - trudność w chodzeniu po schodach). Ponieważ nie bardzo interesuje mnie baza zabiegowa i ilość zabiegów (ze względu na zakaz czynnego udziału w rehabilitacji obejmującej ćwiczenia mięśni- jedynie jakiś lekki masaż czy fotel masujący) szukałam ciekawie położonej miejscowości z trasami spacerowymi. Tym bardziej, że wybrany teraz termin nie jest zbyt ciekawy pod względem pogody - to już jesień, może być różnie. Mogę spacerować, lubię to ( w miarę możliwości oczywiście) dlatego chciałabym wybrać miejsce gdzie tych tras jest sporo, jest gdzie spędzić czas, a że nasze góry są piękne - teraz już mogę na nie raczej tylko patrzeć - tam szukałam turnusu. Wprawdzie trochę daleko od domu (od 600 do 900 km, zależy gdzie) boję się jak zniosę podróż, do tego daleka podróż podwyższa koszty całościowe ale nie chciałam turnusu nad morzem. Oczywiście pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do Lądka Zdroju (ośrodek Złoty Łan) zaklepać sobie miejsce na koniec września. Dlaczego Lądek? Jak dla mnie ośrodek spełniał moje wszystkie wymagania - piękne tereny, trasy spacerowe, ciekawe niedrogie wycieczki, dobre warunki w ośrodku, dobre jedzenie i niska cena (w wybranym terminie 1130 zł). Wielkie było moje zaskoczenie gdy powiedziano mi, że nie ma już miejsc na ten turnus! Powiedziałam, że to niemożliwe, przecież jeszcze tyle miesięcy do października i już nie ma miejsc? Co tu dużo gadać, zdenerwowałam się bo to oznaczało, że teraz muszę od nowa czegoś szukać a ja już nastawiłam się na Lądek Zdrój.
       Siedzę teraz kolejny dzień przed komputerem, parę kartek mam już zapisanych z interesującymi mnie ofertami, przeglądam kolejne i zaczynam się denerwować. Goni mnie termin podania wybranego turnusu do PCPR a ja dalej nic, tylko skreślam po kolei wybrane ośrodki. Nie chcę wybrać byle czego, żeby potem nie żałować. Co z tego, że turnus to tylko dwa tygodnie? Chcę je spędzić jak najprzyjemniej. Może też dlatego tak długo mi schodzi przy przeglądaniu tych ofert bo każdą dokładnie sprawdzam, czasem dzwonię, patrzę od razu na mapę, gdzie jest ta miejscowość, co oferuje, jakie są w pobliżu atrakcje. Mam nadzieję, że będę na tyle dobrze się czuła bym mogła choć z części skorzystać. Przeglądałam oferty z Karpacza, Dusznik Zdroju, Świeradowa Zdroju, Krynicy Zdroju, Ustronia, Iwonicza, Szczyrku, Jarnołtówka, Zakopanego (tanio jak na Zakopane), Wisły itp. Ciekawa jest oferta z Wisły (1150 zł, leczą choroby neurologiczne)) i Piwnicznej, gdzie za turnus w terminie od 1 października płaci się tylko 1190 zł. Niestety, po kolei tamtejsze ośrodki odpadały z uwagi na cenę (drogi jest np.Ustroń) ale też dlatego, że nie wszystkie leczą tam choroby neurologiczne lub są to turnusy refundowane przez NFZ. Powoli zaczęło wychodzić na to, że jednak w góry nie pojadę. Do tego dowiedziałam się, że moja opiekunka w sierpniu ma operację na oko, także nie ma co ryzykować jazdy tak daleko.Skoro nie w góry to może nad jeziora? Odpada - co robić jesienią nad jeziorem, w lesie? To może Ciechocinek, Rabka? Odpada dlatego, że sama nazwa Ciechocinek mnie odrzuca (byłam raz, jeden dzień i wystarczy), do tego jest tam bardzo drogo. W takim razie może Nałęczów? Bardzo mi się podoba ale za drogo i nie leczą chorób neurologicznych. Może Połczyn Zdrój - Zakład Uzdrowiskowy "Irena"?  Ładnie, nowocześnie, leczą choroby neurologiczne ale dla opiekuna za drogo. I w ten sposób dochodzę nad morze. Jeżeli morze to chociaż nie te miejscowości w których byłam, do których mam blisko. Czyli odpada Sarbinowo, Ustronie Morskie, Kołobrzeg, Międzywodzie, Dźwirzyno, Jarosławiec, Ustka czy Łeba itp. Wszystkie miejscowości bardzo ładne, przyjemne dla turysty czy chorego (szczególnie Ustroń - mąż był z zeszłym roku, wrócił bardzo zadowolony - dużo zabiegów, świetne jedzenie). Ja chciałam coś innego, zaczęłam więc przeglądać oferty z Sopotu, Krynicy Morskiej, Jastrzębiej Góry, Stegny. W tych wszystkich miejscowościach byłam krócej lub dłużej ale jako dziecko, z chęcią bym pojechała jeszcze raz. Szczególnie interesuje mnie Hel. Sopot odpadł ze względu na cenę (ponad 1800 zł w październiku) i nie leczą chorób neurologicznych. Ciekawa jest oferta w Stegnach czyli tanio i w Jastrzębiej Górze gdzie np. oferta last minute w terminie od 21 czerwca to turnus za 1260 zł (w sezonie!) a pod koniec września 1080 zł. Wybiorę chyba turnus rehabilitacyjny w Krynicy Morskiej. Mierzeja Wiślana i Żuławy wydają mi się ciekawe, atrakcji sporo na pochmurne dni, jest gdzie spacerować, wydmy, jesienią jest tam cieplej niż w innych regionach Polski (tak piszą) no i sprawdzony już organizator turnusów (dobra cena plus dobre jedzenie). Tak, chyba przy tym zostanę bo inaczej zgłupieję. Żałuję, że nie są to góry ale może to i dobrze? Przy mojej chorobie...
Przyznaję, oferta turnusów jest bogata, każdy znajdzie coś dla siebie, tylko trzeba posiedzieć i poszukać. No i od razu wpisywać w wyszukiwarce "dofinansowanie do turnusów rehabilitacyjnych PFRON- choroby neurologiczne". Chyba, że ktoś ma na orzeczeniu wpisane 05-R czyli upośledzenie narządu ruchu - wtedy możliwości wyboru ośrodka jest więcej. Jutro zaniosę swoją decyzję i w końcu się uspokoję, poleżę, pójdę do lekarza rodzinnego - coś za często mam te infekcje, zrobię kontrolne badania. A może to coś z nerkami?

Informacje o dofinansowaniu do turnusów, potrzebnej dokumentacji znajdziemy na stronie PFRON, jak i wielu innych na internecie. Również na bocznej stronie mojego bloga.


Turnus rehabilitacyjny

           Na miastenię sanatorium nie ma. Ani z ZUS ani z NFZ. Chociaż raz udało mi się jechać do sanatorium z NFZ właśnie na miastenię. Ni...