Ale mi wczoraj oko padło! Jak zwykle- znienacka, niespodzianie! No tak po prostu - w jednej sekundzie wszystko było dobrze, by w następnej już prawie nic nie widzieć! Dlaczego? To jest zawsze dla mnie dziwne, nie mogę tego zrozumieć, mimo, że choruję już jakiś czas a powieka opada mi od wielu, wielu lat. Czemu mam to przypisywać - nerwom czy pracy, którą wykonywałam?
Zachciało mi się gołąbków. No to wzięłam się do roboty - a każda gospodyni dobrze wie, że robienie gołąbków jest czasochłonne i trochę trzeba przy tym stole kuchennym postać. No i jest to praca dłońmi. Ale narobiłam ich sporo, zadowolona z siebie wstawiłam na gaz, a tu kurdę właśnie teraz, jak na złość gaz się skończył!
Zdenerwowałam się. Wszystko rozbebrane, ziemniaki nastawione, gołąbki też, a tu ci się gaz kończy! Na dodatek zamówiony gaz przywieźli dopiero po 5 godzinach No niby można się tym zdenerwować, ale żeby aż do takiego stanu? No taka się nerwowa zrobiłam , jak nie wiem. Czasem aż mi wstyd, że tak reaguję (bo nieraz to błahostki). Już sam fakt , że wiem to o sobie - mnie denerwuje ( bo nie byłam kiedyś taka). Ale jeszcze wszystko było ok. Nie czułam ani zmęczenia ani, żeby coś się działo ze mną nie tak - to posprzątałam w kuchni i siadłam do komputera. Przywieźli gaz, zrobiłam obiad, wdałam się w pogawędkę z córką a tu kurczę - w sekundę oko mi padło. Obydwie byłyśmy tym zdziwione i zaskoczone. Ja, że to się stało tak nagle i wydaje mi się bez niczego a córka tym, że po prostu to widziała! Tak jakby ktoś pstryknął palcami i zmienił się obraz mnie! Powieka zasłoniła prawie całe oko, które do tego zaczęło boleć. Zawsze jak opada mi powieka to mam uczucie jakby lekko obsuwały mi się mięśnie jednej strony twarzy (powieka zawsze opada mi lewego oka). No to już wiedziałam, że resztę dnia sobie poleżę - do opadniętej powieki doszło opadnięcie słabej głowy, osłabnięcie mięśni międzyżebrowych i kończyn górnych - no dłonie to jakbym z waty miała.
No i teraz pytanie: powieka mi opadła bo się zdenerwowałam czy dlatego, że troszkę się narobiłam (oczywiście zmęczyłam się wg. zasad dotyczących miastenii) szczególnie dłońmi, które ogólnie mam słabe ? A może jedno i drugie miało wpływ? Ale co bardziej? Miastenia - choroba nerwów czy mięśni? Nie jestem jeszcze w stanie pojąć jak to działa. Miastenia to dla mnie wciąż zagadka.
Najlepszy w takim momencie jest sen, odpoczynek fizyczny ale i psychiczny. Każdemu w rodzinie powtarzam - nie podchodźcie do mnie jak się źle czuję, nie mówcie nic do mnie - w tym czasie nic do mnie nie dociera ale okropnie wszystko denerwuje.
Ps. Ale wiecie co? Gołąbki wyszły przepyszne! Uwielbiam je, może dlatego, że nieczęsto je robię, mogę zjeść ich...dużo. A powieka dalej mi się nie podniosła.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gdy opada powieka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gdy opada powieka. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 29 maja 2014
środa, 7 maja 2014
Opadnięta powieka - moje małe przemyślenia...
Opadnięta powieka to znak, że coś się dzieje(opisywałam już to w poprzednich postach). Tym razem to tylko zmiana pogody - już wczoraj wieczorem "czułam to w kościach". Jak innych bolą stawy na zmianę pogody, tak u mnie to jest opadnięta lewa powieka. Dochodzi do tego lekkie osłabienie mięśni kończyn górnych i dolnych, uczucie kołysania w głowie i zawroty, jest to trochę uciążliwe ( no czytać za bardzo się nie da a i wychodzić na miasto jest bez sensu) - atrakcyjna to wtedy nie jestem - ale reszta w porządku. Da się żyć, powolutku wykonywać obowiązki domowe,ma to też swoje plusy - jest to czas na rozmowę z dziećmi, posłuchanie muzyki - widząc jak wyglądam dogadzają mi, nie karzą nic robić, nie muszę silić się na lepszy obiad, mam spokój, gorącą kawę przy sobie a i coś słodkiego się znalazło. Mogę sobie bez wyrzutów sumienia dłużej poleżeć w łóżku, nigdzie mi się nie spieszy.
No cóż, trzeba coś optymistycznego znaleźć w tym częstym opadaniu powieki, poszukać tego dobrego co z choroby wychodzi, bo inaczej człowiek by zgłupiał, zrobił się jeszcze bardziej marudny, upierdliwy, pełen żalu i pretensji - a to w niczym nie ułatwia życia. Przecież na co dzień, mamy tyle problemów, kłopotów małych i dużych (wiadomo, biednemu zawsze wiatr wieje w oczy), przez co wszyscy stajemy się zgorzkniali, zbyt mało uśmiechamy się do siebie czy rozmawiamy ze sobą. Wszędzie, gdzie się nie obrócę- tematy główne w rozmowie to brak zdrowia, pracy, lekarze, ZUS, polityka itp...I tak się nakręca spirala wzajemnej niechęci, zazdrości, zamykania w domach, brak zaufania, wszędzie ten brak szczerości i ciągłe narzekanie. Ja dobrze wiem, jak życie potrafi dać w dupę, jak ciężko związać koniec z końcem, jak często człowiek się poddaje by móc od nowa powstać, jak szybko ucinane są skrzydła - nim jeszcze dobrze się rozwiną, jak potrafimy być nieudolni w życiu - przecież rodzice chowali nas na dobrych, uczciwych , szczerych ludzi - ale nie zawsze mówili, jak życie jest ciężkie. A gdy do tego dochodzi choroba - nie zawsze chce się żyć.
Na co dzień potrzebujemy dobrych, miłych słów, tych małych serdecznych gestów, akceptacji i zrozumienia, docenienia i wiary w nas, przyjęcia nas takich jakimi jesteśmy, przytulenia, kochania, miłości. A więc dlaczego czasem tak trudno nam to okazać? Dlaczego łatwiej przychodzi nam ranienie się niż przytulenie? Dlaczego czasem trudno jest powiedzieć komuś coś miłego? Oczekiwać tego od drugiej osoby a samemu nic w tym kierunku nie robić? Czy choroba i złe samopoczucie usprawiedliwia? Myślę, że nie...
Leżę sobie słaba, rozmyślam (chyba już za długo, głupie myśli mi przychodzą do głowy), narzekam na chorobę ale próbuję znaleźć w niej coś dobrego, szukam czegoś optymistycznego, co dobrego wyszło z choroby i troszkę tego jest (mój nowy dom i ogród). Chcę skończyć ten leniwy dzisiejszy dzień - pozytywnym myśleniem. Trzeba sobie powiedzieć- tyle lat opadania powieki - był czas przyzwyczaić się. No, niestety nie przyzwyczaiłam się, powieka nadal się nie podnosi - ale dzisiaj to nieważne...
Piję kolejną kawę i myślę, że mimo wszystko to był dobry dzień.
Ps.Coś na zdjęciu żółta wyszłam - ale to złe światło, nie żółtaczka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Turnus rehabilitacyjny
Na miastenię sanatorium nie ma. Ani z ZUS ani z NFZ. Chociaż raz udało mi się jechać do sanatorium z NFZ właśnie na miastenię. Ni...
-
Niedawno wróciłam ze szpitala. Jestem okropnie zmęczona i osłabiona. Całe dnie spędzam w łóżku i ...czekam na poprawę. Wiem, że to ...
-
Przetrzymano mnie krótko w szpitalu. Lekarz dyżurny, nie wiedząc jakie może mi przepisać leki na ostre zapalenie pęcherza moczowego (...
