niedziela, 9 listopada 2014

A głowa opada...

       Fioła można dostać z tą miastenią, ot co! Albo cholery - nie może przecież tak być, że ona przychodzi tak sobie, znienacka, niespodziewanie, przez zaskoczenie. Po kilku dobrych dniach dopada w minutę by od razu zwalić z nóg.
       No choćby dzisiaj - niedziela - dzień świąteczny, rodzinny. Wiadomo, lepszy obiad, ciasto, jedyny dzień gdy wszyscy domownicy o jednej porze zasiadają przy wspólnym stole. Do tego piękna, jesienna pogoda czyli w planach popołudniowy spacer. Ja się dobrze czuję, wstaję w dobrym nastroju, pogodna, zadowolona, w pełni sił przygotowuję obiad. Chcę by ten niedzielny dzień minął wszystkim miło, sympatycznie, by dzieci które się zjechały widziały mnie w dobrym zdrowiu i humorze. A ja czuję się świetnie, nie odczuwam żadnego zmęczenia. Siadamy przy obiedzie, rozmawiamy, śmiejemy się - ja parę razy machnęłam widelcem gdy nagle, tak ot, po prostu opadła mi głowa prawie w talerz, opadła powieka, nie miałam już siły jeść, mówić, sama wstać. Zgasłam. Widzę jeszcze konsternację, pełne zaskoczenie na twarzach bliskich - przecież dosłownie przed chwilą rozmawiałam, śmiałam się i jadłam - nic nie wskazywało, że coś się stanie, że coś jest nie tak. Osłupieli - bo to nieczęsto się zdarza by tak wszyscy jednocześnie byli świadkami mojej miastenii - a ja siedziałam bez sił, bez rąk i nóg, z ciężkim oddechem tak samo zaskoczona jak wszyscy wokół. Chciałabym móc kiedyś utrwalić ten moment na filmie, by samej zobaczyć jak to wygląda - ciekawa jestem siebie. To jest ewidentnie dziwne - tak w jednej chwili być  i nie być. Porównałabym siebie do zapalonej, radośnie palącej się świeczki koło której kręci się czarny cień - miastenia - wiem, że jest cały czas obok ale siedzi cicho - i nagle, bez ostrzeżenia , niezadowolona z tej przydługiej radości szybko się zbliża i jednym podmuchem gasi ten płomień. A ja momentalnie gasnę, padam bez sil, ogłupiała, nagle zmęczona. Tak bym to obrazowo opisała. No przecież tak nie może być!!! Zadziwia mnie to wciąż i wciąż od nowa. I jak się z tym nauczyć żyć? Jak przygotować rodzinę, jak mają mi pomóc, jak się zachować - przecież widzę jak panikują, mimo, że chcą to ukryć przede mną.
     Zresztą, czy nie powinno już być lepiej? Tyle czasu już biorę Mestinon, sterydy, od tygodnia doustną chemię a wciąż pojawiają się te objawy miastenii, wprawdzie teraz rzadziej ale tak samo silne jak przedtem. Chociaż może jest lepiej - z jedzeniem np. od 3 miesięcy nie miałam problemów. Dopiero dzisiaj. Głowa opadła mi o 13-tej, minęło już 6 godzin a ja dalej nie jestem w stanie utrzymać głowy prosto , muszę ją podtrzymywać tak osłabła siła mięśni prostownika grzbietu. Słabe mam mięśnie karku, ramion, rąk. Dlaczego? Piszę o miastenii, dużo o niej czytam ale nadal nic o niej nie wiem...
       I po wspaniałej niedzieli, której połowę przeleżałam w łóżku - teraz na chwilę wstałam by móc to pokrótce opisać. Mam nadzieję, że rano już będzie wszystko dobrze, ja znowu będę się świetnie czuła a miastenia na ileś tam dni odpuści.
       Zastanawiam się , czy nie zrobić jakieś dodatkowych badań?




"Osłabienie mięśni prostownika grzbietu i opadanie głowy są związane z różnymi zaburzeniami nerwowo-mięśniowymi i wymagają szczególnego różnicowania. Klasyfikację przyczyn zespołu opadania głowy przedstawiono w pracy Gourie-Devi i wsp. Obejmuje ona choroby mięśniowe, neurogenne, różne i przyczyny miejscowe.
W tabeli na pierwszym miejscu znajduje się miastenia . Objaw ten występuje rzadko w przebiegu miastenii, może jednak dochodzić do gwałtownego osłabienia mięśni karku i opadania głowy."

tabela: klasyfikacja przyczyn zespołu opadania głowy wg. Gourie- Devi i wsp. - google.pl
https://www.podyplomie.pl/czasopisma2/articles/13517
     

sobota, 8 listopada 2014

Miastenia a ciąża - artykuł.

Teoretycznie problem ciąży już mnie nie dotyczy - z racji wieku, wczesnej menopauzy - niestety ostatnia wizyta u ginekologa (podyktowana zmianą formy antykoncepcji) oraz wynik LH wykazały, że jednak jakieś tam ryzyko zajścia w ciążę nadal istnieje. Szczerze powiem, że zmartwiłam się tym - miałam już nadzieję, że mam ten okres za sobą, będę mogła już odstawić długoletnią antykoncepcję, że w końcu będę miała spokój z miesiączkami - po prostu długo wyczekiwany luz i komfort psychiczny.
Tak więc dalsza antykoncepcja jak najbardziej wskazana, tym bardziej przy miastenii i stosowanych lekach - jak to powiedział lekarz -"chyba nie chciałaby Pani zrobić krzywdy sobie i dziecku?". Dla mnie już sama myśl o zajściu w ciążę jest przerażająca (kobiety to mają przechlapane, wieczny niepokój i obawa - to moje zdanie) z racji choroby a przede wszystkim wieku. Osobiście uważam, że ciąża, połóg i wychowanie maleńkiego dziecka musi być trudnym i męczącym okresem dla młodej mamy chorej na miastenię. W tym wypadku cieszę, że moja miastenia przyszła w późnym wieku gdy moje dzieci były już prawie dorosłe. Temat ciąży w miastenii mnie jednak zainteresował i postanowiłam troszkę poczytać na ten temat. Tak z ciekawości.

1. Miastenia a ciąża - wzajemne wpływy

Czy miastenia może zagrażać ciąży? Pytanie to pojawia się często - miastenia jest chorobą, na która najczęściej atakuje młode kobiety w wieku rozrodczym (między 20 a 40 rokiem życia). Ciężarne chore na miastenię nurtują pytania o wpływ miastenii na płód oraz o przebieg choroby podczas ciąży.



Nie zaleca się zachodzenia w ciążę w pierwszych latach po rozpoznaniu choroby ze względu na wysokie w tym okresie ryzyko wystąpienia przełomu miastenicznego./ fot. Shutterstock

Miastenia i dzieci nie wykluczają się
Najważniejszą informacją dla pacjentek z rozpoznaną miastenią jest fakt, że z powodu choroby nie muszą rezygnować z planowania potomstwa. Jednakże nie zaleca się zachodzenia w ciążę w pierwszych latach po rozpoznaniu choroby ze względu na wysokie w tym okresie ryzyko wystąpienia przełomu miastenicznego.

Uwaga - nie wszystkie leki są dozwolone!
Ciąża jest stanem, w którym większość leków podawanych jest z dużą ostrożnością i tylko w uzasadnionych przypadkach. Zasada ta dotyczy także leków używanych do leczenia miastenii. Uważa się powszechnie, że stosowanie leków z grupy inhibitorów cholinesterazy jest bezpieczne dla dziecka. Glikokortykosteroidy (np. prednizon) są stosowane w najmniejszej możliwej, ale skutecznej dawce.

Podczas ciąży nie wolno natomiast stosować leków immunosupresyjnych (np. azatiopryny, metotreksatu). W okresie leczenia tymi lekami obowiązkowa jest ścisła antykoncepcja. Gdy przebieg choroby się zaostrza i gdy dochodzi do zespołu miastenicznego ciężarna może poddać się zabiegowi plazmaferezy (usunięcie szkodliwych przeciwciał z krwi). Dozwolone jest także podanie immunoglobuliny.

Jak ciąża zmienia przebieg miastenii?
U 30% kobiet w ciąży objawy miastenii zmniejszają się, u takiej samej liczby pacjentek ciąża pozostaje bez wpływu na przebieg choroby. Z kolei u 40% przyszłych matek dolegliwości związane z miastenią zaostrzają się.

Niebezpieczny jest czas połogu, czyli okres obejmujący pierwsze 6 tygodni po porodzie. U około 30% chorych może wówczas dojść do nagłego zaostrzenia objawów choroby. W skrajnych przypadkach mogą wystąpić zaburzenia oddychania.

Miastenia po porodzie
Podczas karmienia piersią obowiązują te same zasady przyjmowania leków jak w czasie ciąży. U około 12% noworodków mogą wystąpić przejściowe objawy miastenii. Nie oznacza to bynajmniej zachorowania na miastenię u dziecka, lecz jest wywołane przez przeciwciała matki, które przez łożysko dotarły do krwi dziecka.

Objawy pojawiają się zazwyczaj w pierwszych godzinach lub dniach życia dziecka. Cofają się samoistnie w ciągu kilku tygodni. Do najważniejszych objawów należą osłabienie płaczu i odruchu ssania, jak również opadanie powiek i ogólne osłabienie mięśni.

źródło: http://neurologia.wieszjak.polki.pl/miastenia/276204,Miastenia-a-ciaza-wzajemnewplywy.
Autor: Małgorzata Kwapisiewicz


2.Prowadzenie chorej w czasie ciąży

Ciąża może wyzwolić pierwsze objawy miastenii. Należy wtedy wprowadzić leczenie objawowe
i jeżeli zachodzi taka konieczność sterydoterapie. Kobiety chore na miastenię powinny
planować ciążę w okresie remisji lub tylko podczas leczenia objawowego. Kortykosterodoterapia 
i leczenie objawowe nie są przeciwwskazane w ciąży. W pierwszym jej okresie, do 12 tygodnia, objawy choroby mogą się nasilać, natomiast w 2 połowie często zupełnie ustępują. Poród w zasadzie powinien się odbyć siłami natury, chyba że istnieją inne wskazania położnicze. Niekiedy po porodzie znów stwierdza się nasilenie objawów miastenii. Jeżeli kobieta w czasie ciąży była leczona na przykład Mestinonem, nie ma przeciwwskazań do karmienia piersią dziecka, przy dawce wynoszącej ± 240 mg na dobę. W razie wystąpienia przełomu miastenicznego w ciąży leczenie prowadzi się standardowo.
Miastenia przejściowa noworodków
U około 10 - –12% noworodków urodzonych przez matki z miastenią ,występuje przejśœciowa miastenia noworodków. Nie ma żadnej zależnoœści między wystąpieniem tego zespołu u noworodka a stanem klinicznym i mianem przeciwciał przeciwko receptorowi acetylocholinowemu (AChR, acetylcholinereceptor) u matki. Objawy wiotkoœci i osłabienie mięśœni występują w ciągu pierwszej doby i utrzymują się od kilku dni do 2 tygodni. Nasilenie objawów najczęśœciej nie jest znaczne, należy jednak kontrolować oddech i karmić dziecko przez sondę, a w razie potrzeby podawać neostygminę w dawce 0,05–0,2 mg/kg mc.


3. Miastenia w okresie ciąży
Simone Ferrero, Francesca Esposito, Mariangela Biamonti, Giorgio Bentivoglio i Nicola Ragni

Miastenia występuje u kobiet w 2-giej i 3-ciej dekadzie życia, co nakłada się na wiek reprodukcyjny. Przebieg choroby w okresie ciąży jest trudny do przewidzenia. Nasilenie objawów jest bardziej prawdopodobne w pierwszej połowie ciąży i po porodzie. Miastenia w okresie ciąży dobrze poddaje się leczeniu stosunkowo bezpiecznymi i skutecznymi lekami. Cięcie cesarskie wykonuje się tylko ze wskazań położniczych. Dla zmniejszenia stresu fizycznego i psychicznego zaleca się znieczulenie zewnątrzoponowe. Podstawę terapii stanowią leki z grupy inhibitorów cholinesterazy. Przy braku zadowalającej kontroli objawów można zastosować kortykosteroidy, azatioprynę, a w niektórych przypadkach - cyklosporynę A. W okresie ciąży mogą występować stany zagrożenia życia (np. niewydolność oddechowa), dlatego konieczna jest intensywna kontrola ginekologiczna i neurologiczna.

Expert Rev. Neurother. 8(6), 979–988 (2008) 
http://www.optimedica.pl/


4. Jeszcze link do forum - może kogoś zainteresuje wymiana doświadczeń młodych mam chorujących na miastenię - ciekawe wypowiedzi, opis przebiegu ciąży itp.

środa, 5 listopada 2014

Co nowego w Poradni?

       To była moja druga kontrolna wizyta w tym roku w Przyklinicznej Poradni Neurologicznej. Przyznam się, że obawiałam się jej, jechałam nawet z jakąś  niechęcią, zastanawiając się czy nie będzie to już w ogóle moja ostatnia wizyta. Nastawiła mnie tak ostatnia moja kontrola neurologiczna w kwietniu, kiedy to wyszłam z niej naprawdę wkurzona, zniechęcona, rozgoryczona i rozżalona. Obawiałam się, że tym razem będzie podobnie - a nie po to jadę lecz po rzetelną wiedzę, ukierunkowanie mojego leczenia, postawienia odpowiedniej diagnozy co do obecnego stanu mojego zdrowia.
       Przyjechałam dosyć późno przez niespodziewane roboty drogowe ale dzięki koleżance byłam piąta. W poradni oczywiście pełno ludzi w tym parę osób chorych na miastenię (czemu nie zdziwiło mnie, że są to kobiety?). Ten czas oczekiwania na swoją kolej jest zawsze okazją do porozmawiania o chorobie, zapoznaniu się innymi chorymi, ich objawami, chorobami współistniejącymi - taka wymiana doświadczeń. Ja najmłodsza stażem w chorobie ale też najgorzej wyglądająca - tzn. na osobę chorą (czyli spuchnięta po sterydach). Pozostałe panie zaprawione w bojach, z wielkim bagażem doświadczeń w walce z chorobą - chorujące na miastenię od 15 - 20 lat ale tryskające energią, wesołe, rozgadane - po żadnej z nich nie można by powiedzieć, że na coś choruje - ale tak to u nas jest, prawda?
       Pięć kobiet i inna miastenia: 1 - tylko łagodna miastenia oczna (przyszła w podeszłym wieku); 2- miastenia + toczeń; 3 - miastenia + jaskra + RZS; 4 - miastenia + astma; 5 - miastenia wrodzona + neuropatia + RZS + zaćma. Nasłuchałam się o pobytach w szpitalach, problemach z diagnozą, różnego typu objawami miastenii ale przede wszystkim o chorobach współistniejących - brzmiało to bardzo nieciekawie, czasem wręcz przerażająco jak dla mnie (czyli, że wszystko przede mną), dostałam wiele dobrych rad ale też słów otuchy.
       Pani Doktor przywitała mnie pytaniem:"I co u Pani słychać?" No cóż - dużo, przez ostatnich sześć miesięcy sporo się działo - i zaczęłam jej opowiadać o przełomie miastenicznym, o niedostosowaniu się do jej zaleceń czyli nie stosowania przez ten czas Imuranu (wiecie dlaczego, pisałam o tym), o moich objawach przed przełomem i potem, moim paskudnym samopoczuciu, depresji i odczuciu braku jakiejkolwiek poprawy itp. Powiem Wam, że reakcja lekarki na moje słowa, moją relację z tego czasu, pozytywnie mnie zaskoczyła, naprawdę chyba tylko moja pierwsza wizyta w Poradni była tak satysfakcjonująca jak ta obecnie (czy wszystkie nie powinny tak wyglądać?). W końcu poczułam się ważna, zrozumiana i pozytywnie nastawiona co do dalszych rokowań. Nie chcąc się rozwodzić i dla lepszego zobrazowania poruszanych tematów opiszę je w punktach:
1. Przełom miasteniczny, jego objawy, przyczyny, pobyt w szpitalu, zastosowane tam leczenie - był głównym tematem w trakcie tej wizyty - dokładnie, szczegółowo mnie wypytano, z głębokim zaangażowaniem w poruszany temat a przede wszystkim z zainteresowaniem co do mojej osoby, moich osobistych przeżyć, wrażeń dotyczących tak długiego powrotu do zdrowia po przebytym przełomie.
2. Zastosowane leczenie w szpitalu czyli Encorton i jego zalecona dawka dobrze zostały przyjęte przez Panią Doktor - jedynie co do "schodzenia" z Encortonu miała ważne uwagi: ona zaleca pacjentom - zmniejszanie dawki o 2 mg co 2 -3 tygodnie (jako powolne ale bezpieczne), przyjmowanie całodobowej dawki jednorazowo rano i z posiłkiem (nawiasem mówiąc, gdy ostatnio brałam sterydy, mówiła trochę inaczej co do dawki jak i schodzenia - ale cóż lekarze też się cały czas uczą).
Ja do tych wniosków doszłam już wcześniej - metodą prób i błędów na samej sobie. Przez trzy miesiące z 70 mg dziennie zdążyłam zejść do tej pory na 49 mg - bardzo powoli schodzę.
3. Możliwe, że nie będę mogła w ogóle zejść ze sterydów. Mój stopień zaawansowania miastenii, jej ostra postać, agresywny charakter, wymagają włączenia leczenia immunosupresyjnego w postaci leku Imuran. Dlaczego akurat Imuran wytłumaczę poniżej.
4. Imuran - tu ogromne zaskoczenie ze strony Pani Doktor - z uwagi na moje trudności z przepisaniem tego leku na ryczałt przez moich miejscowych lekarzy, w wyniku czego tego leku nie brałam do tej pory. Stwierdziła, że wprost nie może w to uwierzyć, nie słyszała by ktoś miał z tego powodu kłopoty.
Oczywiście przy tym leku też nie jest napisane - że na miastenię - lekarze wykorzystują zapis - choroby autoimmunizacyjne inne niż określone w ChPL.
5. Przejrzałyśmy dokładnie listę leków refundowanych obowiązującą od listopada 2014 pod kątem dostępnych leków na miastenię. Jak Pani Doktor stwierdziła - nie miała jeszcze okazji i czasu jej sprawdzić i jest bardzo ciekawa co nowego zafundowało nam MZ. No cóż, była bardzo rozczarowana faktem, że nie ma tej liście Cellceptu (ja tym bardziej, liczyłam właśnie na Cellcept). Bardzo dokładnie zapoznała się z tą listą, wszystko mi objaśniała - i wyszło jej, że na miastenię refundowany mamy tylko Mestinon i Imuran oraz Encortolon (odpowiednik Encortonu).
Czyli miastenii jako miastenii bez chorób współistniejących nie ma za bardzo czym leczyć.
6. Imuran - dawkowanie. Jak u mnie: 3 x 50 mg z posiłkami (śniadanie, obiad, kolacja). Od razu, od pierwszego dnia. Byłam tym zdziwiona bo jeszcze w kwietniu miało to być - najpierw jedna tabletka i obserwować swoją reakcję na lek, potem dwie by dojść do trzech tabletek dziennie.
Poprawę zacznę odczuwać po pół roku stosowania leku. Te pierwsze miesiące mogą być trudne z uwagi na dość ciężkie możliwe działania niepożądane. Lek bardzo toksyczny.
7. Przeprowadziła dokładny wywiad neurologiczny.
8. Zapomniała o zleconym badaniu SFEMG. Ja się nie przypominałam ale i tak pewnie trzeba będzie je zrobić na drugi rok.
9. Zalecenia dla lekarza POZ: jakie leki, dawki, comiesięczne badania kontrolne ALAT, ASPAT, kreatynina. Wypisanie recept - tym razem 3 op. Imuranu - tak w razie czego. Ale np. Mestinon wypisany bez literki R - o czym przekonałam się w aptece.
10. Mestinon dalej w dawce obecnie przyjmowanej czyli 4 x 2. Powolne schodzenie z Encortonu.
11. Co do mojej osłabionej, lewej ręki i palców, które się wyginają i łapią je bolesne skurcze - jest to objaw miastenii.
12. Niestety, w moim przypadku rehabilitacji nie ma. Jedynie spacery, muzykoterapia, terapia antystresowa.
Długo byłam w gabinecie. Zmęczyła mnie i podróż i rozmowa z Panią Doktor - w czasie wizyty pojawiły się już  objawy miastenii - mowa powolna niewyraźna, musiałam się dłużej skupiać na tym co mówi i co mówię ja, powolne osłabione ruchy rąk, podtrzymywanie głowy, opadanie powieki.
       Co takiego było pozytywnego w tej mojej wizycie? Podejście Pani Doktor i jej głębokie przekonanie, wiara w to, że mnie z tego wyciągnie. Potrwa to wprawdzie 2-3 lata - jeżeli oczywiście będę stosowała się do jej zaleceń, będąc przez cały ten czas na Imuranie - ale potem to już tylko poprawa mojego stanu zdrowia i możliwa remisja. Podawała mi przykłady chorych u których to osiągnęła, mówiła z takim pozytywnym przesłaniem, zrozumieniem, wlała mnie mnie optymizm, nadzieję i przeświadczenie, że teraz to już tylko będzie lepiej. No, nie ta kobieta!
Potrzebowałam takich słów, takiej pociechy, choćby złudnej. A jak będzie, zobaczymy. Miastenia jest na tyle nieprzewidywalna dla nas chorych jak i jeszcze dla lekarzy, że trudno tu coś wyrokować.
Następna kontrola za 4 miesiące. Nie tak źle, prawda?
       Odchorowałam tą wizytę. Prawie tydzień spędziłam w łóżku, męcząc się z miastenią. A od niedzieli zaczęłam brać Imuran - prędzej nie odważyłam się, uważałam że jestem za bardzo słaba by w tym momencie brać tak silny lek i w takiej dawce. Pozwoliłam sobie zastosować się do dobrych rad udzielonych mi przez koleżanki miasteniczki - najpierw po jednej tabletce przez kilka dni, rano ze śniadaniem. Na razie jest wszystko dobrze, może trochę mdłości. No i sama już czuję się lepiej, silniej, mocniej - przynajmniej dzisiaj. Na tyle, by w końcu usiąść do komputera i opisać dla siebie i dla Was swoją wizytę w Poradni.





poniedziałek, 3 listopada 2014

Męczę się

Wybaczcie, nie wiem kiedy opiszę tą wizytę w poradni. Miałam nadzieję, że dam dzisiaj radę - ale niestety. Jestem wykończona - od czwartku się tak męczę - leżę tylko, dużo śpię , od czasu do czasu mam tyle sił by coś zjeść, iść do toalety czy umyć się. I znowu łóżko, przyrosnę do niego. Mam już tego dość ale nie mam siły nawet się złościć czy w ogóle mówić. Nie chcę tak spędzić kolejnego dnia ale nic nie mogę na to poradzić. Nawet mi się myśleć nie chce dlaczego tak długo trwa to osłabienie, nie szukam wyjaśnień, przyczyn - widocznie tak ma być. Przejdzie. Na razie wiem, że nie jest to powód do pobytu w szpitalu, nie mam zaburzeń oddychania. Jestem tylko okropnie, okropnie słaba, bez sił, ciągle zmęczona, nie mam siły utrzymać głowy, powieki opadają, nie chce mi się jeść, o rękach i nogach nie mówiąc. Tym razem przyjmuję to ze spokojem.
Leki biorę - teraz jestem na 49 mg Encortonu, 8 Mestinonach, Kalipoz, Polprazol. No i od niedzieli doszedł Imuran - wzięłam 1 tabletkę wczoraj i 1 dzisiaj.
Nie mogę już pisać, idę się położyć.

sobota, 1 listopada 2014

Wszystkich Świętych





Na cmen­tarzu stoi Pan...
py­tam go - jes­teś sam?
Ow­szem, jes­tem... W ten dzień ludzi nie ma...
tyl­ko ruch, między gro­bami się po­niewiera.
Biegną, skaczą, pędzą wszędzie...
bo tra­dyc­ja, bo wy­pada, bo wuj będzie.
W wyści­gu szczurów pogrążeni...
w no­we suk­nie od­stro­jeni.
Znicze piękne, ko­loro­we...
kwiaty złote, fiole­towe.
Myśli żad­nych! Od­kle­pane modły sa­me...
z ro­ku na rok tępo pow­tarza­ne.

Przechod­niu po­bożny!
W swej wie­rze os­trożny!

Od­rzuć więc przyjęte obycza­je...
i poczuj to co spokój da­je.
Zat­rzy­maj się, usiądź, naucz po­kor­ności...
wte­dy nie op­rzesz się Je­go miłości.

źródło:http://szukaj.cytaty.info/

Turnus rehabilitacyjny

           Na miastenię sanatorium nie ma. Ani z ZUS ani z NFZ. Chociaż raz udało mi się jechać do sanatorium z NFZ właśnie na miastenię. Ni...